Cegła

Emilia Piegat


Gdzieś daleko, a może tuż obok Ciebie, na bezkresnej pustyni żył mężczyzna. Całymi dniami powłóczystym krokiem poruszał się wprzód, nie bacząc nawet, dokąd zmierza. W tym samym czasie wlepiał intensywnie ślepia w ściskaną w dłoniach bordową cegłę.

Pustynny nie zamykał oczu ani na moment. Powodowało to zwiększające się z każdą chwilą przekrwienie jego ślepi i narastanie wokół nich opuchlizny, która coraz bardziej utrudniała widzenie. 

Twarz mężczyzny nieustannie zmieniała swoją formę, naprzemiennie deformując się, a następnie wracając do poprzedniego stanu. Palce, w miejscach, w których dotykał cegły, stopniowo rogowaciały. Z kolei stopy nabrzmiewały odciskami i oparzeniami, spowodowanymi kontaktem z gorącym piachem. Pustynny nie zwracał jednak najmniejszej uwagi na nasilające się objawy somatyczne; do tego stopnia absorbował go skarb, który posiadał.

Cała umysłowa przestrzeń mężczyzny skoncentrowana była na nieprzerwanym utrzymywaniu uwagi na cegle. W jego świadomości od dawna nie pojawiały się już żadne myśli, czy nawet ich skrawki. 

Błędem byłoby jednak wysnucie wniosku, jakoby psychika Pustynnego została opuszczona przez wszelkie przejawy życia psychicznego. Niezwykle dynamicznym i interesującym aspektem wnętrza mężczyzny była jego nieświadomość. Mieściły się w niej wszystkie przepędzone niegdyś przez Pustynnego myśli. Nieświadomość znajdowała się w pobliżu świadomości, oddzielona od niej grubą, szklaną ścianą, podpartą dodatkowo dębowymi belkami. Konstrukcja ta uparcie blokowała drogę komunikacji pomiędzy obiema częściami umysłu Pustynnego. 

Myśli, uwięzione w nieświadomości, uporczywie próbowały się z niej wydostać. Na nic zdały się próby stłuczenia ściany, daremne okazało się gryzienie i kopanie drewnianych podpórek. Mimo wysiłków i szturmu Sił Nieświadomości, ich bunt nie przyniósł oczekiwanego rezultatu. Myśli nie były w stanie przedostać się za granicę wyparcia. 

W tym samym czasie Pustynny, wraz ze swoją cegłą, niezmiennie parł przed siebie. Nagle, pewnego ranka, mężczyzna usłyszał przeraźliwy krzyk. Wytrąciło to na moment jego uwagę i sprawiło, że na szklanej ścianie w jego umyśle pojawiły się spękania. Mimo tego ani na moment nie spuścił wzroku z cegły. 

Gdy dał się usłyszeć kolejny krzyk, Pustynny przystanął na moment. Przez pękającą coraz bardziej szklaną ścianę do jego świadomości wślizgnęła się myśl: Dlaczego idę? Mężczyzna szybko jednak uporał się z nią, zmuszając ją do powrotu na oczekiwaną, drugą stronę ściany. Pustą przestrzeń w ścianie zakryto, dostawiając nową podpórkę. Świadomość Pustynnego ponownie wypełniła pustka, a on ruszył naprzód, wlepiając wzrok w cegłę.

Wbrew oczekiwaniom, ściana pękała coraz bardziej. Niektóre myśli przybrały kanciasty, ostry kształt i ze zwielokrotnioną siłą uderzały w ścianę. W końcu, po wielu atakach, Siły Nieświadomości wytłukły fragment szklanej ściany. Było to stosunkowo wąskie przejście, dlatego wlewały się do świadomości pojedynczo.2

Dlaczego idę? Co ja tu robię? Dlaczego trzymam cegłę?

Aż w końcu, gdy Pustynny był już tak przytłoczony lawiną niepoukładanych myśli, w jego głowie zapanowała cisza. Mężczyzna żywił naiwne przekonanie, że już po wszystkim, a za chwilę jego wnętrze wróci do wcześniejszego stanu. Zdał sobie jednak sprawę, że w głowie dźwięczy mu obco brzmiące słowo: 

Wybór

Podczas gdy wyswobodzone myśli krzątały się w jego świadomości, odkurzając pustkę i robiąc porządki, mężczyzna próbował przypomnieć sobie znaczenie słowa wybór. Co ono oznaczało? Miał poczucie, że gdzieś już je słyszał. Brzmiało orientalnie, jak gdyby z innego języka. Innego? A jaki język był jego własnym? Skąd w ogóle znał jakiś język, skoro zajmował się trzymaniem cegły? 

Mężczyzna stanął jak wryty w miejscu. Jaki jest mój ojczysty język? Co lubię robić? Kim jestem? 

Zdał sobie sprawę, że nie pamięta nic, co wydarzyło się przed oglądaniem cegły. A może nic się wtedy nie wydarzyło? Może trzymam cegłę od zawsze? Ale skąd wtedy znałbym język, w którym teraz myślę? Chyba musiałem się go wcześniej nauczyć…

Pustynny zauważył, że jego serce bije coraz szybciej, a dłonie pocą się, przez co coraz trudniej mu utrzymać w nich cegłę.

Ponownie został zaatakowany przez myśl: Kim jestem? Niestety, widok cegły nie dostarczał mu wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie. Jestem trzymaczem cegły. Robię to odkąd pamiętam. Próbował sam siebie uspokoić mężczyzna, jednak czuł, że jego ręce w dalszym ciągu się trzęsą. Jeśli jestem po prostu trzymaczem cegły, to co to w ogóle oznacza? 

Przez jego głowę przemknęła myśl zawierająca sugestię, aby się rozejrzeć i dokładniej zbadać otoczenie. Wywołała ona u Pustynnego silne zawroty głowy i nudności. W końcu myśli w jego głowie stały się bardziej uporządkowane i przyjęły formę wewnętrznego dialogu.

Rozejrzyj się!

Nie mogę. 

– Dlaczego? 

– Jestem trzymaczem cegły, nie mogę spuścić jej z oczu, aby przypadkiem jej nie upuścić. 

– A kim byleś wcześniej?

Ostatnia myśl nie dawała mężczyźnie spokoju. Czy w ogóle było jakieś wcześniej?

Kim bym był, gdybym nie trzymał cegły?

W pewnym momencie Pustynny poczuł, jak cegła wyślizguje mu się z rąk. Uchronił ją przed upadkiem, jednak kątem oka dostrzegł roślinę. Nie mógł przypomnieć sobie jej nazwy, a w jego wnętrzu pojawiło się niedookreślone uczucie ,,deja vu”. Po chwili ciekawość wzięła górę i mężczyzna, choć z niemałym wysiłkiem, odkleił wzrok od cegły i przeniósł spojrzenie na roślinę. 

W pełnym skupieniu przyglądał się poszczególnym elementom rośliny. Zwracał uwagę na jej malutkie włoski i kolce. Przyjrzał się też roślinie jako całości oraz poszczególnym owalnym segmentom, które miały jaskrawy, tak wybijający się z mdłego, pustynnego otoczenia kolor. Roślina coś mu przypominała, może…wielką, zieloną gąsienicę? Ta myśl przypłynęła do niego naturalnie, a jednak on nie był w stanie przypomnieć sobie wyglądu tego zwierzęcia.

Czy ,,gąsienica” to słowo z mojego ojczystego języka? A co ze słowem ,,wybór”? Co one oznaczają?

Aby zająć myśli czymś innym, Pustynny rozejrzał się dokładnie wokół siebie. Próbował chwycić się jednoznacznych informacji, co do których prawdziwości nie miał wątpliwości: znajdował się na pustyni, to pewne, wokół niego rosły zielone rośliny, a po jego lewej stronie był wbity kołek. 

Zaraz, co tu robi kołek?

Mężczyzna spojrzał z ciekawością na drewniany słupek. Odchodził od niego czarny kabel. Pustynny wodził wzrokiem za przewodem, aż zorientował się, że kończy się on w jego pępku, a on sam ma obwiązany kablem tors, co krępuje mu swobodę ruchów. 

Pustynny zamrugał dwa razy. Jakim cudem nie zorientował się, że jego ciało jest w tak dużym stopniu unieruchomione? Wykonał kilka kroków wprzód, a wokół jego ciała owinął się kolejny zwój kabla. Dopiero teraz mężczyzna uświadomił sobie, że porusza się po okręgu, którego obwód zmniejsza się wraz z każdym krokiem.

A więc cały czas chodziłem w kółko?

Pustynny zdał sobie sprawę, jak bardzo niekomfortowe jest jego położenie: był skrępowany przewodem i przywiązany do słupka.

Tylko jak się teraz z tego wyplątać? Mężczyzna, od kiedy pamiętał, poruszał się zawsze wprzód, więc teraz jego mięśnie nie były w stanie koordynować ruchów na boki. Próbował się okręcić, ale bezskutecznie. 

Muszę się z tego wyplątać. Już nie chcę być trzymaczem cegły.

Kiedy Pustynny zdał sobie sprawę z okoliczności i podjął decyzję o próbie zmiany swojego położenia, pierwszym co zrobił, było odrzucenie cegły. Zauważył później, że jest mu bez niej o wiele lżej, a poruszanie się przychodzi mu bardziej sprawnie.

Kim jestem, skoro już nie trzymam cegły? Kim byłem? I co to znaczy ,,wybór”?

Te pytania nie dawały mężczyźnie spokoju. Uzyskanie odpowiedzi na nie było jego główną motywacją, aby wyplątać się ze zwojów kabla. Liczył, że dzięki zmianie kierunku uda mu się dowiedzieć czegoś o własnej przeszłości. Kiedy w końcu udało mu się skoordynować mięśnie, okręcił się i żwawo ruszył w przeciwną stronę. 

Pustynny niestrudzenie parł przed siebie. W trakcie swojej wędrówki doliczył się kilkuset tysięcy kroków, aż w końcu stracił rachubę. Wraz z oddalaniem się od kołka, czas upływał mężczyźnie coraz wolniej, a dni dłużyły mu się w nieskończoność. Bywało, że znużony podróżą, przystawał na chwilę i ze zrezygnowaniem patrzył na zwoje owijające jego tors. Miał wtedy poczucie, że rozplątuje się w zbyt wolnym tempie, a jego praca nie przynosi oczekiwanego efektu. Wiele razy odczuwał pokusę, aby się poddać: położyć na ziemi i nigdy nie wstawać, a czasem nawet miał chęć, aby zawrócić, odszukać cegłę i znów oddać się błogiemu stanowi niemyślenia. Końcowo, zawsze jednak odnajdywał w sobie siłę, aby znów ruszyć w obranym wcześniej kierunku. 

Szedł dalej, aż w pewnym momencie zauważył nieopodal, na zewnątrz okręgu, po którym się poruszał, kobietę, która, podobnie jak on wcześniej, chodziła wokół kołka, trzymając w dłoniach cegłę. Przyjrzał się jej uważnie: przekrwione oczy, spuchnięta twarz i zrogowaciałe palce. W pewnym momencie kobieta dotknęła klatką piersiową słupka i przykleiła się do niego. Zwoje oplatały teraz ciasno jej szyję, co najpewniej utrudniało oddychanie. Kobieta zaczęła charczeć, aż nagle zemdlała.

Pustynny próbował do niej podejść, ale nie pozwalał mu na to niewystarczająco długi przewód. Chciał krzyczeć, ale z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Zrezygnowany położył się na piasku i zasnął.

Gdy się obudził, kobiety, kołka ani przewodu już nie było, za to we wnętrzu koła, po którego obwodzie chodził, zauważył niewielką oazę. Jego oczom ukazały się palmy, staw i chatka.

Czy to fatamorgana?

Zaintrygowany mężczyzna udał się w stronę oazy. Przyglądał się potężnym palmom, które pochylały swe liście nad stawem. Dotknął jednej z nich i przekonał się, że jest ona materialna.

Skąd na pustyni tyle palm?

Minął drzewa i podszedł do drzwi, prowadzących do chatki. Pchnął je lekko i wszedł do środka.

Zdumiał go panujący wewnątrz chaos; bałagan wylewał się z szaf, tworząc na podłodze sterty, składające się z zakurzonych przedmiotów. Jego uwagę przykuła żółta piłka, która wywołała u niego niedookreślone, przyjemne uczucie. Gdy podniósł wzrok, na ścianie zobaczył fotografię przedstawiającą uśmiechniętego chłopca. Pod pachą trzymał kij golfowy, a drugą ręką odgarniał włosy z czoła.

Mężczyzna podszedł do stojącej w rogu szafy, z której wylewał się wodospad książek. Ich strony były nadjedzone przez mole, a okładki poplamione czerwoną mazią. 

Czy to krew?

Pustynny miał przeczucie, że coś bardzo niedobrego stało się w tym miejscu. Poczuł narastający niepokój i przemożną chęć ucieczki, jednak ciekawość i pragnienie zbadania tego miejsca wzięły górę. Przesunął palcami po grzbietach książek i łapczywie przyglądał się okładkom, gdy nagle ze zdumieniem zdał sobie sprawę, że jest w stanie przeczytać część tytułów. W pewnym momencie jego uwagę przykuła minimalistyczna, bordowa książka, zatytułowana: ,,Wybór”. Z zaciekawieniem wziął ją do ręki. Gdy otworzył książkę, spomiędzy stron wyleciała luźna kartka i upadła na ziemię. 

Mężczyzna podniósł ją z podłogi i zorientował się, że to mapa. Przedstawiała ona plan oazy, w której się znajdował. Pustynnego zaintrygował czerwony iks, którym oznaczono teren znajdujący się między palmami a stawem. Nie wiedział, co on oznacza, ale udał się w miejsce zakreślone krzyżykiem. 

Ale co oznacza ten czerwony iks? Czy ma w tym miejscu na kogoś czekać? W takim razie dlaczego nikt nie nadchodzi? Sfrustrowany tupnął nogą, gdy, nieoczekiwanie, poczuł pod stopą coś ostrego. Ukucnął i dłońmi odgarnął piach. 

Chwilę później mężczyzna dokopał się do ukrytego pod wierzchnią warstwą piachu pakunku. Pustynny odwiązał sznurek i z foliowego opakowania wypadły nożyczki. Zadziwiony chwycił je w dłoń i długo oglądał, nie wiedząc, do czego służy ten przedmiot. Ponownie przeniósł wzrok na pakunek i zauważył, że z folii wystaje kawałek listownego papieru. Ostrożnie, bacząc, aby nie podrzeć papeterii, mężczyzna wziął do rąk list. Skupienie się na jego treści początkowo przychodziło mu z dużą trudnością, w końcu jednak przeczytał go w całości. 

Pustynny dłuższy czas trwał w zadumie i zamrożeniu, z nożyczkami w dłoni. W końcu spojrzał w niebo, a po jego policzku spłynęła samotna łza. W miejscu, gdzie łza wsiąkła w pustynny piach, lata później wyrosła wysoka, potężna palma. 

Po pewnym czasie na głowę Pustynnego spadł kokos. Dopiero wtedy mężczyzna ocknął się i krzycząc tak głośno, na ile pozwalały mu płuca, bez wahania przeciął nożyczkami wychodzący z jego pępka kabel.