Narodziny

Helena Rojek-Osowska


Zmiana zaczyna się od drżenia – oczu, które nagle dostrzegają; dłoni, które uczą się puszczać; i ciszy, która przestaje być schronieniem, rozrywając mgłę niedopowiedzeń.

Przekraczam próg – między tym, co było, a tym, co jeszcze nie ma kształtu. Czy strach jest ceną nowego? Czy nowe jest jedyną drogą? Czuję, jak pod stopami pękają stare ścieżki, a zapach kurzu unosi się w powietrzu.

Ciało pamięta zamknięcia, dłonie wciąż zaciskają się odruchowo, ale serce pulsuje pragnieniem przejścia. Co, jeśli po drugiej stronie jestem inna? Co, jeśli o to właśnie chodzi? Co, jeśli stara skóra musi pękać, by odsłonić to, co miało się narodzić?

Zmiana jest otwarciem – nie na pewność, lecz na drogę; nie na cel, lecz na ruch; nie na odpowiedzi, lecz na pytania. To ból i ukojenie splecione w jedno, oddech, który drży, zanim stanie się wolnością.

A może otwarcie to nie koniec, ale początek, który trzeba powtarzać, by nieustannie stawać się sobą.

Gdy zamilkło echo minionych dni, a wiatr rozwiał ślady na piasku, stoję na progu, gdzie świt się rodzi, i nie wiem jeszcze, kim się stanę.

W dłoniach niosę szept przeszłości, spojrzenia zapisane w myślach. Każdy krok, który robię naprzód, odziera mnie z dawnych imion, aż zostanie tylko naga prawda – biała, chłodna, czekająca na nowe słowo.

Czy jestem sobą w chwili zwątpienia, czy gdy w odbiciu widzę cień? Czy w ciszy, co rozciąga się wokół, znajdę odpowiedź, czy tylko znak? Czy moje imię będzie brzmieć inaczej, gdy wypowiem je na nowo?

Przekraczam próg, otwieram oczy, światło łamie się na skórze. Nie jestem tym, kim byłam wczoraj. Jeszcze nie wiem, kim będę jutro. Ale idę. W ruchu uczę się być.