
Nie śni
kobieta schowana w swojej muszli
otwiera szuflady z nieufnością
znowu uczy się chodzić
niełatwo przejść od pełzania
do pionu
fantomowe bóle nie pozwalają
na rozglądanie
poci się
a z kropli wije pajęczynę
okrywa nią twarz
nie może przecież być
zbyt ordynarną
w swojej bezsenności
znajduje kolejne szuflady
w każdej z nich
inna suknia
z inną rolą
knebel i kilka męskich włosów
zatrzaskuje źrenice
dość przedstawienia
dość przewidzenia
czy na tym właśnie polega
zasypianie
jej muszla staje się coraz węższa
a przecież dla niej stworzona
na wymiar
szuflady zaczynają skrzypieć
i uwierać jak przymałe buty
myśli
jak miałaby zasnąć
zaciśnięta w gorset
zasznurowana dłońmi
substytutu
Rozplatanie warkocza
bogowie namalowali ci ubranie
rozerwali portale
wykopali na świat
wysłali do mnie
jak nosisz łodygi włosów
które oblizuję tworząc kołtuny
uwielbiam się nimi dusić
na kolana
modlitwy mówią do mnie
ja się nie boję
siniaków
odparzeń od
twojej obecności
opętanie w którym
ocieram się
zdzieram naskórek
sączę keratynę
i tak
odarta z siebie
zbieram cię z prześcieradła
plotę pierścionek
a przecież jestem już czyjaś
każdy kolejny
ogolony
skruszony
jakbym wykorzystała już
wszelakie zasoby męskiego
owłosienia
potem ten obraz
herosa
wmawiam szeptuchom
prababkom
tworzę motanki
z resztek które
ustami zbierałam z
podłogi
zwierzę teraz patrzy na mnie
z litością
jak wydłubuję z paznokci
twój smak
jak w kagańcu zaplatam
żadanicę