Dzień Graniczny

Aleksandra Kenaz


Nie ma granic współodczuwającej wyobraźni.

Coetzee, Costello

10:30

Wstałam jak co dzień rano i się okazało, że to nie świat pojebało, tylko mnie. Jestem pierdolnięta, walnięta, wniebowzięta na myśl o śmierci.

Ale nie w tej chwili.

Słońce przedziera się przez skundlone firanki i próbuje mnie oszukać, że będzie dobry dzień.

10:31

A może ja wcale nie chcę wstać z łóżka? 

10:35 

Patrzę w lustro. Niepewnie ściągam piżamę i robię cosplay casualowego menela – za duża bluza i spodnie do spania. Jakbym nadal chciała śnić. 

Piękna wariatka, chcąca zbawić świat. 

Wystające żebra.

10:37

Paskudna. Gruba jak morświn, który wypadł na brzeg. Żywa fałda mięsa. Widzę fałdki, rozstępy, cellulit, krostki, piegi, plagi, samo dno Hadesu w moim ciele. Nie jest moje. Nie chcę go. To brzydka klatka. Nie należy do mnie. 

Czuję do siebie obrzydzenie.

Muszę uciec.

10:40

Śniadanie. Może piwo?

Otwieram lodówkę. Zieje pustką. Chłodzący, żywieniowy terminator nie ma nic ciekawego do zaoferowania poza serem i połówką pomidora. Śmierdzi obżarstwem.

10:45

Mogłam jednak zdecydować się na piwo. Wielka szkoda.

W kubku czeka na mnie woda. Popijam nią pregabalinę.

Może kiedyś w końcu zginę.

10:46

Zupełnie jak przegniły pomidor z lodówki – jestem drugą połówką.

Druga to dobre słowo. Bo wiem, że przegrywają ci, którzy kochają mocniej. A ja zwykle wpadam w obsesję. To jeszcze gorsze. Przekleństwo. I zarazem dar. Pali. Dodaje skrzydeł jak red bull bez cukru? Ikar nie do zajebania i jednocześnie sam chcący się zajebać, spalony przez słońce. Ta ognista kula jest moją ulubioną osobą. Wiem, że to dziwne. Ale lubię przed sobą uciekać. Miłość jest dla mnie bardziej szkodliwym narkotykiem niż alkohol czy Hera (kocham nawiązania do mitologii).

Patrzę na partnera. Nadal śpi, a ja go nienawidzę. 

Mogłabym za niego umrzeć.

To on jest potworem. Nie ja. 

A może ja?

11:20

Dzisiaj na pewno będę produktywna: praca, kasa, rozwijanie pasji, samej siebie, papieru toaletowego, sranie do własnego ogródka, życie dla fabuły i inne pierdu-pierdu społeczne. To i tamto.

Czemu mnie biłeś, tato? Śmieję się mu w twarz. Co innego pozostało? To ryje w bani, jak męskie twarze, które przekraczały granice zbyt wiele razy.

Ojciec to narzędzie terroru. Ojciec rymuje się z uciec. 

Pierdol się, dam sobie radę. Jestem wiedźmą. Nemesis. Wyznawczynią karmy.

Potrzebuję pomocy.

Zapłacą za to, co mi zrobili.

11:49

Kończy się alfabet, by opisać ból. Jak niby można scharakteryzować pustkę, dziurę, która tak naprawdę nie istnieje? To paradoks. Obszar wiedzy nie do poznania, nie do opisania. Właśnie! Czy istnieją granice poznawalności?

Bo tak się składa, że mam pograniczne zaburzenie osobowości, więc jak to się mówi: „chuja tam wiem”. 

Głosy w głowie. Hałas jak na Stadionie Narodowym. Jakby kibole zebrali się w jednym miejscu, strzelają z kałachów, tańczą macarenę i plują mi na mordę.

Chcę uderzyć głową w ścianę.

12:00 

Dam radę. To tylko w głowie. Nie czują do mnie nienawiści. Wstręt we mnie. Od siebie do siebie. Nic nie zrobiłam. Powtarzaj: dobrze mi ze sobą. Krew z pociętego ramienia. Powtarzaj: dobrze mi ze sobą. Ból fizyczny trochę łagodzi ten w środku. Powtarzaj: dobrze mi ze sobą! Może seks? Przez chwilę poczuję dosłowną bliskość. Powtarzaj: dobrze mi ze sobą. Oni odchodzą. Wszyscy. Zostanę sama. Mówią o mnie. Źle myślą. Chcą mi zrobić krzywdę. Powtarzaj: dobrze mi ze sobą. Niech mnie ktoś zabije, zapłacę. Kiedyś szukałam namiarów na płatnego mordercę. By zlecić samą siebie. Myślę, że to przejaw prawdziwego romantyzmu. Powtarzaj: dobrze mi ze sobą. Nóż. Tabletki popijane alkoholem. Duszenie się paskiem. Próba utopienia w wannie. Nic mi w życiu nie wychodzi. Nawet samobójstwo. Proszę… Powtarzaj: dobrze mi ze sobą.

Okładam się pięściami po głowie.

A potem w ścianę.

Po co się budziłam?

12:03

To trwało tylko kilka minut? Czuję, jakby minęły lata. Lawina myśli runęła. Nadal walczę. Za dużo słów. A najgorsze, że przemawiam w głowie ni to swoim, ni to nie swoim głosem. Bycie zbyt długo trzeźwym boli. 

Dobra, mam to wszystko w piździe. 

Idę po tabletki. Jedna za drugą. I koniecznie piwo. 

Chcę się znieczulić. Może do kogoś przytulić?

12:30 

Muszę poczuć wszystko, by mieć poczucie, że żyję.

Dlatego wyliczam. To daje złudne poczucie, że mam kontrolę.

12:47 

Gram w Borderlands.

Oglądam Alice in Borderland.

Lubię kolor bordowy. 

Borderstwo.

Borderka-frajerka.

Jestem w kilku grupach na Facebooku, np. Bordercipki fanpage sekcja borderline kulek, Borderline: wsparcie i pomoc

Borderkicia.

Bordercipka.

Borderpotwór?

Borderkurwa?

Typ borderline. Drugi – impulsywny. Ale ja też potrafię cisnąć telefonem w ścianę. To tylko emocje. Strzelić komuś w ryj. Ojcu, typowi, który mnie molestował. I tak będziecie nazywali mnie potworem. Bać się lub mówić, że niszczę innym życie. Dalej! Śmiało, wierzcie w propagandę prostytuujących się za kryształ alternatywek, które dostały diagnozę od Same Quizy.

Przykładowy tytuł artykułu z serwisu wiadomości Onet: Kocham ten twój border, czyli piekło życia z partnerem z borderline

Oni nie wiedzą, co to prawdziwe piekło.

Powtarzam: muszę uciekać, by przetrwać w swojej głowie.

13:03

Moja skromna opinia? Ze wszystkich używek najlepsza jest pregabalina. C8H17NO2.. Pochodna kwasu γ-aminomasłowego. Dziwny lek o działaniu przeciwpadaczkowym i przeciwlękowym, który na niektórych ma działanie narkotyczne. Legalne pixy na receptę. Zapamiętajcie. Nie dziękujcie. 

Dragi to wielka hipokryzja. Alkohol, najgorsza używka, jest legalny, bo osoby u władzy (zbyt dużo na nim zarabiają). I ma trwałe miejsce w kulturze, choć jednoznacznie niszczy ludzkie życia. Kiedyś ecstasy było lekiem na zaburzenia osobowości. Ale pacjenci czuli się potem zbyt dobrze, więc trafiło na listę dragów. Inne przykłady? Nawet dzisiaj w leczeniu ADHD wykorzystuje się pochodną amfetaminy. Widzicie? Legalne jest tylko bycie ćpunem na receptę, bo bogacą się koncerny farmaceutyczne. 

Ale za najmniej szkodliwe narkotyki, trawę i grzybki, pójdziecie siedzieć. Ale co ja tam wiem? Życie jest pełne paradoksów.

Dlatego czekam na jakiś cud.

13:06

Pregaba zaczyna działać (zwykle do godziny).

Normalna dawka? Między 150 a 600 mg. Przeciwskazania? Alkohol. 

Dlatego czasami potrafię pochłonąć trzy tabletki po 300 mg, wieńcząc dzieło zniszczenia kilkoma piwami.

Rezultat?

Spokój. Przyjemne otępienie. Cisza w głowie.

Czasami po pregabie mam dużo sił do działania albo za dużo mówię. Największy atut? Dzięki niej zapominam o przeszłości, kompleksach i nie czuję irracjonalnego lęku.

Emocje są niebezpieczne.

14:00

Nie wiem, co to radość, smutek i złość. Zbyt dobrze znam tylko euforię, rozpacz i furię. Pojawiają się często bez większego powodu.

Walczę, by krzyczący w głowie kat nie przekonał mnie do dekapitacji. 

Dziwne pomysły podyktowane wyżem.

15:40

Czas jakoś szybciej płynie. Minuty nie tną jak noże. Można żyć. Mam ochotę zrobić doktorat albo założyć firmę. Może krypto? Własne wydawnictwo? Przebranżowienie się w DJ-kę? Drugi kierunek studiów (psychologia, żeby wiedzieć, dlaczego ludzie są tak zmarnowani, poćwiartowani, po prostu zjebani)? 

Zaczyna boleć mnie głowa.

16:00 

Leżę na łóżku i patrzę w sufit. Jest bardziej stabilny ode mnie.

Więc myślę o rzeczach poza. O tym, co wchłonęłam i próbuję przetworzyć.

16:25

Pregaba działa 8-12 godzin. 

Ale jak bierze się ją regularnie, na dodatek w dużej ilości, to znika cała magia.

Czuję siebie. Boli, ale trochę mniej, jakbym działa w 60%.

To nadal za dużo. Często zdarzają się chwilę, że muszę uciec do innych.

17:00

Wpatruję się w partnera. Siedzi na słuchawkach przy komputerze.

Ja tu jestem!

Spójrz na mnie w końcu. Chociaż przez chwilę.

Nawet jak mówi, że kocha, to słyszę jad w jego głosie.

Albo to paranoja.

Wystarczy inny ton, odmiennie dobrane słowa. 

Panikuję.

Odzywam się, by sprawdzić, czy naprawdę istnieje w pomieszczeniu.

17:25

Przytula mnie, a ja jestem gdzieś indziej. Gdzieś dawniej.

Nie chcę tam wracać. 

Triumfuję, że jednak mnie kocha.

Ale czuję to tylko chwilę, gdy jego zapach wdziera mi się w nozdrza. Szkoda, że  nie zostawia trwałego śladu.

Zapomniałam, że człowiek musi jeść.

18:00

Lodówka nadal zieje pustkami. Robienie zakupów jest zbyt stresujące.

Na razie żywię się własnymi myślami. Są obrzydliwe w smaku.

Więc chłodzę piwo, ale wcześniej jem czerstwą bułkę przed monitorem.

18:15

Już ta godzina. Nie zrobiłam nic pożytecznego. Ciągłe wyrzuty sumienia, że odpoczywam. Zalewa mnie jazgot: nicnierobisz, jesteśleniwa, ztegoniemapieniędzy, kobiecieniewypada, totwojawina, samatamposzłaś.

Zbyt duży potok myśli, z których da się wyłowić niektóre frazy.

To tylko w mojej głowie

Muszę się napić.

19:00

Piwo otępia, ale jest strasznym depresantem. Coś za coś.

Prokrastynuję, by nie myśleć.

20:00

Klikam bezmyślnie w klawiaturę. Liczę, że partner wymyśli mi zajęcie. Jestem jak małe dziecko, któremu trzeba wskazać cel.

Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić! 

Kusząca myśl – w łeb se po prostu przypierdolić. Tak na wszelki wypadek.

Spokojnie, czasem się wznoszę.

20:01

A teraz trochę głupiego patosu, bo często lubię przesadzać.

Żyję tylko po to, by cierpieć. Zły Absolut testuje granice mojej wytrzymałości.

Ale co zrobić w sytuacji, gdy jestem z pogranicza?

20:03

Żyję po to, by tworzyć. Mogę udowadniać innym, że mam z tego na chleb.

20:05

Żyję po to, by umrzeć.

Może po siedmiu latach w końcu się pomodlę?

21:37

O, Panie (P.S. jestem agnostyczką)! Czemu na mnie nigdy nie spojrzałeś? Twoje usta dziś przeklęły me imię. Swoją barkę pozostawiam na brzegu (brzeg to w końcu granica lądu). Z Tobą (i bez Ciebie) wpadnę w pełen gówna rów.

Amen.

22:20

Bilans:

  • 600 mg pregabaliny,
  • trzy piwa marki Desperados,
  • jeden drink Bociana z sokiem jabłkowym (bo zbliża się wiosna),
  • 2 tabletki Nurofenu,
  • zbyt dużo nikotyny.

23:45

Zmęczyłam się.