Wiersze

Abi Kruszyk

ciasna klatka, ale chroni


 

kto wyjmie mnie z szafy, gdy skończy się wojna?

siedzę w cieniu szczelnie skulona,

a w nowym świecie odzywa się stara ja. 

przeczesuje teren i groźnie wygląda.

moja głowa chybocze się na sprężynie. 

 

tworzę wrogów z przyzwyczajenia

i znów zapominam patrzeć w niebo.

wiele lat moje życie toczyło się wewnątrz.

więc jak mam nie wzdrygać się przed światłem?

dzielnie amputuję strach, ale są powikłania.

 

jak żyć w świecie bez ciągłego zasłaniania?

kiedy przyswoję ten rozdział

i przestanę sabotować własne szczęście?

 

słońce pali trawę, piasek,

ptaki wolne od mrozu śpiewają.

zło nie zdołało mnie wytropić, jestem za daleko,

ale ciągle go szukam i rzeźbię mu twarze,

bo wygodny mam kąt w tej szafie

 

 

Tożsame i wbrew sobie


 

 

kim jestem…

gdy wyświetliłeś cztery dni temu.

gdy nie dzieje się tak, jak planowałam.

gdy męczy mnie najgłupsza piosenka podczas medytacji.

kim jestem, gdy bywam osobą, którą nie chce?

 

nie zgadzam się na porażki,

przychodzą niechciane.

pychą byłoby je odrzucić.

ta sinusoida skrajnych uczuć mnie nęka,

wróży mi życie i śmierć na raz.

 

czego mam się trzymać, gdy jestem związana

ze wszystkim co znika tak szybko?

egzystencja zapisana na piasku,

serce rodzące biegunowe cele.

 

ucięłam wszystko co mi nie służy

i tnę to dalej bez oporu.

zaraz tylko ja będę swoją rodziną.

drzewo wysokie, ale nic go nie trzyma.